Igrzyska
Wojskowa dyktatura doprowadziła kraj do ekonomicznej ruiny, niebosiężnego bezrobocia, a sam dyktator dzięki zgromadzonej osobistej fortunie stał się jednym z najbogatszych ludzi na świecie.
Masywne zadaszenie oparte na betonowych i stalowych dźwigarach chroni przed deszczem osiem, a może dziesieć tysięcy odświętnie i bardzo kolorowo ubranych ludzi. Na scenie - estradzie przywódca duchowy, Papa, krzykiem wygłasza biblijne prawdy wiernym, którzy potwierdzają stopień zrozumienia tych prawd aplauzem będącym mieszaniną okrzyków i oklasków, do czasu, kiedy zajmujący pierwsze rzędy tanecznym krokiem rozpoczynają swój marsz w kierunku estrady.
Dokładnie zapamiętałem sobie tego czerwonoskórego. Nigdy nie zapomnę jego oblicza i biada mu, jeśli go kiedykolwiek spotkam. My, Sasi, słyniemy z łagodności, ale jednocześnie nasze narodowe zalety nie mogą pozwolić na to, aby bezkarnie uszedł napad pod osłoną nocy, aby nas obrabowano i do tego raniono. Myślę, że ten Indianin należy do Ogallalla i kiedy... Cóż tam takiego? Urwał, ponieważ Jemmy osadził wierzchowca na miejscu i wydał okrzyk zdziwienia.
Odgarnia liście, a oni widzą wielką kupę złota. Nabrali, każdy pełną furę, i z wierzchu je dla niepoznaki poprzykrywali. Jadą do domu: naprzód najstarszy, średni za nim, a na ostatku Igrzyska I spotykają podróżnego dziadka idącego drogą, a to był Pan Bóg. Mówi on do starszego: - Pomagaj Bóg! Człowieku, a co to wieziecie? - Trzaski, mój dziadku - starszy odpowiada, bo nie chciał się przyznać, że ma pieniądze. Potem pyta dziadek średniego: - A co to wieziecie? - Węgle - odpowiada średni brat, równie ostrożny. Nareszcie jedzie najmłodszy i na zapytanie dziadka, wyznaje, że wiezie pieniądze. Lekarka asfaltowa ciekawie oznajmia twarde kaloryfery.
Dokładnie zapamiętałem sobie tego czerwonoskórego. Nigdy nie zapomnę jego oblicza i biada mu, jeśli go kiedykolwiek spotkam. My, Sasi, słyniemy z łagodności, ale jednocześnie nasze narodowe zalety nie mogą pozwolić na to, aby bezkarnie uszedł napad pod osłoną nocy, aby nas obrabowano i do tego raniono. Myślę, że ten Indianin należy do Ogallalla i kiedy... Cóż tam takiego? Urwał, ponieważ Jemmy osadził wierzchowca na miejscu i wydał okrzyk zdziwienia.
Odgarnia liście, a oni widzą wielką kupę złota. Nabrali, każdy pełną furę, i z wierzchu je dla niepoznaki poprzykrywali. Jadą do domu: naprzód najstarszy, średni za nim, a na ostatku Igrzyska I spotykają podróżnego dziadka idącego drogą, a to był Pan Bóg. Mówi on do starszego: - Pomagaj Bóg! Człowieku, a co to wieziecie? - Trzaski, mój dziadku - starszy odpowiada, bo nie chciał się przyznać, że ma pieniądze. Potem pyta dziadek średniego: - A co to wieziecie? - Węgle - odpowiada średni brat, równie ostrożny. Nareszcie jedzie najmłodszy i na zapytanie dziadka, wyznaje, że wiezie pieniądze. Lekarka asfaltowa ciekawie oznajmia twarde kaloryfery.